Dopalacze – nie, dziękuję

Dopalacze

Kilkudziesięciotysięczne miasto w południo-wschodniej Polsce. Jedno z tych, w którym legalnie od kilku lat działa sklep z dopalaczami. Dwukrotnie zmieniał lokalizację. Obecnie świadczy swoje „usługi” pod nazwą „Art modeling”, choć ze sztuką – przynajmniej w tradycyjnym znaczeniu – nic wspólnego nie ma. Paradoksalnie mieści się na jednej z głównych ulic, przy której – w niedalekim sąsiedztwie – znajdują się Poradnia Zdrowia Psychicznego i Punkt Konsultacyjny dla Osób Uzależnionych i Eksperymentujących z Narkotykami. Klientów wciągu dnia więcej niż w hipermarketach. Tyle, że oni nie stoją w kilometrowych kolejkach. Wpadają i wypadają. Niektórzy swój zakup konsumują tuż po wyjściu. Świadczą o tym charakterystyczne opakowania w czarno-czerwoną szachownicę, których fruwa więcej niż liści jesienią. Na chodnikach, w i obok koszy na śmieci. Nie tylko w ustronnych miejscach – choć tam najwięcej – ale dosłownie wszędzie!!! A przede wszystkim wskazujące jest zachowanie klienteli – dziwnie poruszonej, chaotycznej, pobudzonej, niekiedy wygadującej niedorzeczności, wymachującej rękami, krzyczącej, lub bardzo głośno śmiejącej się. W sklepie zaopatrują się głównie młodzi, bardzo młodzi ludzie, ale reguły, co do wieku nie ma. Interesu strzegą masywni mężczyźni. Wystarczy dłuższa chwila zastanowienia nad wyborem asortymentu, by zareagowali – „Kupujesz, albo wypad!”, „Masz jeszcze nogi to s… stąd!”, itp. Policja regularnie robi naloty. Konfiskują towar, a za kilka dni – ba! czasem nawet godzin – „Art modeling” znów zaprasza w swoje progi. To walka z wiatrakami. Niestety walka o życie i śmierć. I to nie taka, w której mamy szansę wcisnąć enter i powstać, jak cyber-bohater z gry komputerowej. Dopalacze zabijają! Niejednokrotnie to śmierć szybka. Częściej to jednak powolne umieranie, zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Leczenie jest bardzo skomplikowane i bardzo kosztowne, ponieważ skład dopalaczy ciągle się zmienia. Jedne substancje zakazane zastępują nowe. Producenci są coraz bardziej przebiegli i coraz groźniejsi. Nawet jednorazowe zażycie może prowadzić do śmiertelnego zatrucia organizmu. A te zdarzają się coraz częściej. Dlatego łatwiej zdecydowanie byłoby uświadamiać niż leczyć! Stąd niezastąpiona rola profilaktyki, a w przypadku uzależnienia – psychoterapii.

– Byłem już mocno wciągnięty. Dzień bez „Kosiarza”, „Sztywnego Miszy”, „Władzia”, „Konkretu”, czy innego „fruwacza” i kilku piwek uważałem za stracony. Zaczęło się w wakacje. Można było wychodzić bez ograniczeń. Wiadomo kumple, dziewczyny. Wszyscy to robiliśmy. Potem zaczęła się szkoła, no i wagary. Cały wrzesień lecieliśmy dalej z tym „koksem”. Oczywiście starzy się dowiedzieli, bo jeszcze – pod wpływem – różne pomysły mieliśmy, niekoniecznie z prawem zgodne. No i doleciałem do ściany. Groził mi kurator. Postawili warunek – terapia – wspomina siedemnastoletni Filip. – Poszedłem z przymusu, pod presją, żeby starzy się nie burzyli. No i nie powiem, trochę się tych problemów z policją przestraszyłem. To całe gadanie o szkodliwości mnie śmieszyło. Przecież brałem i żyję, więc o co chodzi? Po kilku spotkaniach zrozumiałem, że ok żyję, ale jak żyję? Nie pytali mnie co i ile biorę, tylko po co to robię, co chcę sobie, albo komuś przez to udowodnić? No i okazało się, że tak naprawdę mam sporo problemów z emocjami, że to takie sztuczne ich tłumienie. Spodobało mi się podejście terapeutów. Traktowali mnie normalnie, nie wywyższali się, nie wymądrzali, ot tak po prostu rozmawiali, słuchali. Po raz pierwszy od dawna czułem, że ktoś mnie nie ocenia, nie osądzą, nie oskarża, nie nakazuję, nie zakazuje tylko stara się zrozumieć i nawet widzi we mnie jakieś plusy. Że nie muszę nikogo udawać, że jestem dobry, taki jaki jestem. Myślę, że tego właśnie było mi trzeba – więcej wiary w siebie trzeźwego. I że tego właśnie trzeba wszystkim, którzy szukają recepty na to, z czym mają problemy w różnym szicie. Do terapii w ośrodku leczenia uzależnień namówiłem też kolegę i szczerze zachęcam wszystkich, którzy siedzą nadal w błędnym kole. Wykręcenie się z niego to ciężka robota, ale wierzę, że warto! Chciałbym, żeby mi się udało:)…

(k)